Selfdt
wpisy wejdź na listę

sto dni wdzięczności to kolejna lista zadań.

Wyzwanie na sto dni ma start, numer dnia i metę, więc wdzięczność dostaje termin jak projekt w firmie. Wieczorem wystarczy jedno zdanie, bez dnia setnego, do którego trzeba dojść.

·dziennik

Sto dni wdzięczności to format z harmonogramem. Dziennik z księgarni ma jedną stronę na dzień, z numerem u góry. Wyzwanie w sieci startuje pierwszego stycznia, ma zamkniętą grupę i mail co dwa-trzy dni, „dzięki którym wytrwasz". Na Instagramie ktoś podpisuje zdjęcie „100/100, dziś kończę moje wyzwanie". Start, kamienie milowe, raport z zamknięcia. Osoba, która prowadzi firmę, ma już jeden taki projekt i nazywa się on firma. Wieczorem potrzebuje czegoś, co nie ma numeru dnia.

skąd się wzięła setka

Autorka jednego z tych dzienników pisze wprost, że specjaliści twierdzą, że mniej więcej tyle dni potrzebuje człowiek, żeby wypracować nawyk. Setka nie wzięła się więc z wdzięczności, tylko z teorii nawyku, a nawyk ma termin. Termin robi z wieczoru zadanie: dzień trzydziesty siódmy, reszta do odrobienia. Inny dziennik, na pół roku, obiecuje etapy. W czternastym dniu pisanie przestaje być zadaniem. W trzydziestym zaczynasz w ciągu dnia wyłapywać rzeczy do zapisania wieczorem. Kto w czternastym dniu dalej czuje zadanie, ma pierwsze opóźnienie na harmonogramie i wie o tym, bo harmonogram jest wydrukowany.

Ta sama strona sprzedaje swój dziennik hasłem „pięć minut, nie kolejny projekt do odhaczenia". Ludzie, którzy te dzienniki robią, wiedzą, czego kupujące się boją. Boją się dokładnie tego, co dostają: kolejnego projektu.

co ludzie piszą po drodze

Czytelniczka dziennika na sto dni napisała w opinii, że nie wypełniała go codziennie i do ostatniej strony dotarła po czterech latach. Dopisała, że i tak poleca. Uczestniczka wyzwania napisała, że miała zeszyt wdzięczności już wcześniej, ale używała go nieregularnie, i dopiero przypomnienia mailem pozwoliły jej „wytrwać". Sama autorka dziennika uprzedza we wstępie: „jeśli się nie wyrobisz, to znaczy, że się nie wyrobisz". Te trzy zdania są o tym samym, o zaległości. Format z setką produkuje zaległość z definicji, bo każdy dzień bez strony to strona do nadrobienia albo do odpuszczenia. Wdzięczność, która ma zaległość, jest zadaniem, i wieczorem po dwunastu godzinach pracy zachowuje się jak zadanie: leży.

bez setki

Selfdot nie ma mety. Licznik pokazuje liczbę dni ze sobą i nic więcej: nie ma kreski ani drugiej liczby, do której ta pierwsza miałaby dojść. Nie ma dnia startu, więc nie ma pierwszego stycznia ani grupy, przed którą trzeba zameldować postęp. Pytanie jest jedno: „co dziś dla siebie?". Odpowiedź jest jednym zdaniem, bez wdzięczności w treści, bo dzień, w którym firma dostała wszystko, a ty nic, kończy się kubkiem herbaty i to jest cała odpowiedź. Setny dzień wygląda w apce tak samo jak każdy inny. Nie ma „kończę", bo nie ma czego kończyć.

kiedy setka pomaga

Jeśli start, grupa i meta są tym, co sprawia, że robisz rzeczy do końca, wyzwanie na sto dni zadziała, i część osób po nim przechodzi do zwykłego notesu, bo nawyk został. Jeśli po setce zostaje ulga, że się skończyło, to nie była wdzięczność, tylko projekt, i warto następnym razem wybrać coś bez terminu. Jeśli jedno zdanie wieczorem nie przychodzi przez tygodnie, żaden format tego nie naprawi i lepiej pogadać z człowiekiem, który się tym zajmuje.

Selfdot to jedno zdanie dziennie o tym, co dziś było dla ciebie, i kropka w kalendarzu bez numeru, do którego trzeba dojść.